Kulinarna podróż do Barcelony

1424456205843

Hiszpańskie jedzenie nie od dziś mnie zachwycało. Gorący klimat, temperamet ludzi tam mieszkających, to z pewnością cechy, które ukształtowały tak wyrazisty i wyjątkowy charakter kuchni hiszpańskiej. Katalonia, w której leży Barcelona, także słynie ze swoich osobliwych, regionalnych smaczków.

1424456205843

Nasza podróż do Barcelony trwała 5 dni i od razu mówię, że to mało by zwiedzić każdy zakątek na mapie turystycznej i kulinarnej. Powierzchniowo nie jest to duże miasto, ale choćby patrząc na panoramę miasta z Park del Guinardo, gdzie mamy pełen ogląd 360 stopni, widzimy „upchanie” barcelońskie.

Żeby wprowadzić Was w klimat Hiszpanii, Katalonii i Barcelony muszę przedstawić Wam ludzi tam mieszkających. Charakterami petardy, co dziwi Polaka – na przywitanie Hiszpanie niezależnie od płci witają się całując w oba policzki. Niesamowicie gestykulujący naród, co sprawia, że turyście takiemu jak ja, jest łatwiej ( mój zasób słownictwa ograniczał się do dziękuję, dzień dobry, do widzenia, tak, nie, jeden, dwa). Niezależnie od pory dnia, wykonywanej pracy, ludzie mieszkający w Barcelonie są uśmiechnięci, zadowoleni, życzliwi i pomocni. Stojąc w długiej kolejce tuż przed samym zamknięciem sklepu, byliśmy w tak uroczy sposób obsłużeni przez panią w średnim wieku, że wywołało to nasze zdumienie. Była na tyle miła, że choć ni w ząb nie mówiła po angielsku, za nami była spora kolejka, to postanowiła nas uczyć po hiszpańsku. Udało się jej (tak dokładniej nauczyła nas jednego zdania;)

Teraz co najważniejsza rzecz dotycząca Hiszpanów i sięgająca już w kulinaria. Oni kochają spostykać się w gronie znajomych i przyjaciół. Jednak nie w domu- to miejsce jest zarezerwowane dla rodziny i przyjaciół. Po pracy, czy w czasie siesty widać multum tubylców siedzących przy winie, piwie, tapas, głośno rozmawiających i śmiejących się. Kultura jedzenia w domu jest dość słabo rozwinięta . Tu obiady, często też śniadania i kolacje je się na zewnątrz.

Hiszpanie nie przykładają wagi do savoir vivre jedzeniowego. Dla nich najważniejsze jest to, by jedzenie, które Ci podadzą było smaczne. Co zadziwiające najlepsze bary z tapasami można było rozpoznać właśnie po ilości śmieci, jeszcze nie sprzątniętych przez obsługę stolikach. Hiszpanie się tym nie przejmują- tu liczy się tylko dobre jedzenie i zabawa.

Mieszkańcy Barcelony zdaje się jedzą bardzo dużo, i choć kobiety nie dążą do kanonów „wieszaków”, to jest coś co niezmiernie rzuca się w oczy. Wszyscy uprawiają sport. Czy to deskorolka, bieganie wzdłuż wybrzeża, jazda na rowerze, rolkach. Z punktu widzenia osoby mieszkającej w Polsce jest to niesamowite.

Przechodząc jednak moi kochani do kuchni chciałabym najpierw napisać o tak niezwykle cieszącym się popularnością Mercat de la Boqueria. Znajdujący się w centrum miasta, niopodal La Rambli zadaszony targ, jest miejscem numer jeden dla kuliarnych wariatów. Tak przynajmniej tłumaczą wszytkie przewodniki. Moje odczucia są takie, że owszem la Boqueria zniewala ilością owoców, warzyw, mięs, słodkości niedostępnych u nas, w Polsce, jednak jest nastawiony typowo pod turystę. Być może dlatego że znajduje się przy głównej ulicy Barcelony, która jest gratką dla zwiedzających to piękne miasto. Nie chciałabym jednak, żeby mnie źle zrozumiano, klimat tego miejsca jest wyjątkowy, oczywiście warto tu przyjść, ale polecałabym zajrzeć też na mniej komercyjny rynek. Na la Boqueria oprócz zestawienia tych produktów, z których wyczarujemy wszytko co hiszpańskie są też bary tapas, powszechne w całej Hiszpani. Tapas- to małe przekąski, w bułce, na kawałku pieczywa z różnymi, iście hiszpańskimi dodatkami. Wciągają. Nie można się opamiętać. To właśnie przy nich i przy winie barcelończycy spędzają w gronie znajomych czas. Wracając do tematu la Boqueria- na pewno warto spróbować na nim niezemskich koktajli owocowych, naszym ulubionym był mango- marakuja, ale wybór jest tak wielki, że można stać pięć minut i się zastanawiać. Warto też spróbować jamon ibeico lub też serano- ichniejszych szynek wieprzowych, przygotowanych ze specjalnych odmian świń. My skusiliśmy się też na spróbowanie smoczego owocu, który absolutnie zniewala wyglądem. Jeśli chodzi o smak, to truskawkowa gruszka nazywana też pitają mnie osobiście przypomina smak naszej rzodkiewki pozbawionej ostrości. To dziwne uczucie, gdy jesz coś co wiesz, że jest owocem a przypomina Ci w smaku warzywo:). Miło spróbować też wypieków barcelońskich, my skosztowaliśmy na targu tych z chorrizo (specjał hiszpański, jest to kiełbasa paprykowa). Chcąc oddać klimat targu mam dla Was sporo zdjęć z niego :

1424456680858

1424456724048

1424456601617

1424456573465

1424456497945

1424456154774

WP_20150218_199

WP_20150218_197

1424456700673

1424456533133

14244562824921424456314174

1424456422834

1424456131224

1424456205843

1424456632502

1424456656045

1424456250325

1424456188057

1424456227053

Słodkości i słodycze przewijające się przez ulice Barcelony nie mają końca. Lody, naleśniki, croissanty z róznymi dodatkami, ciasta, ciasteczka, żelki, churrosy (podłużne pączki smażone na głębokim tłuszczu), donaty. Tu nawet najwybredniejsi znajdą coś dla siebie. Ja ulubiłam sobie tutejsze croissanty – które Hiszpanie mają w zwyczaju jadac na śniadanie z dodatkiem kawy. Równie pyszne są Churrosy, które skradły moje serce, do tego stopnia, że musieliśmy wrócić do niesamowitej zresztą kawiarni w centrum miasta ART i SA ( na Placa Reial)

1424456026011

1424456054600

 

1424457583241

1424456088144

1424456469689

1424456839572

1424456902916

1424456923618

1424456963910

1424456990500

1424457016811

 

ART i SA – Gastronomic Gallery. Niesamowita obsługa, klimat lokalu nieziemski, jedzenie pyszne i w miarę tanie. Tu można usiąść, zapomnieć o turystycznm zgiełku, sączyć kawkę z churrosami i kołysać się w rytm hiszpańskiej muzyki. Niewątpliwym plusem tego miejsca jest to, że posiadają oni sklepik z lokalnymi produktami. To właśnie tu kupiłam sobie znaną w tym regionie słodką paprykę wędzoną. Reasumując lokal ten pokochałam, do tego stponia, że obcykałam go zdjęciami jak tylko się dało.

 

1424455898791

1424455851241

1424455960154

1424455381811

1424455936415

 

 

Kolejnym pysznym miejscem, w którym miałam przyjemność jeść posiłek była restauracja na wzgórzu Montjuic- Martinez ( na Carretera de Marimar). Wzgórze to jest jednym  z lepszych punktów widokowych Barcelony. Przed dostaniem się na wzgórze, zwiedziliśmy Ogród kaktusów i innej tutejszej roślinności, która zapierała dech w piersiach, szczególnie, że jej część była całkiem gastronomiczna.

1424457517154

1424457288414

1424457258935

1424457237514

1424457203817

1424457173073

1424457146875

1424457122999

1424457092990

1424457074758

1424457548421

1424457494002

1424457470263

1424457450762

1424457424572

1424457399514

1424457377051

1424457356930

1424457338358

 

Restauracja Martinez na Montjuic’u była cudym miejscem (może dlatego, że mocno świeciło słońce) , gdzie oprócz jedzenia można było podziwiać piękne widoki. Tu skosztowaliśmy słynnej w regionie sangrii z owocami (jeśli będziecie w Hiszpanii koniecznie musicie jej spróbować) , rozpływających się w ustach krokietów z szynką i serem, przepysznych Patatas Bravas ( i tu znów komunikat, że muscie ich koniecznie spróbować będąc w Hiszpanii). Nie mniej dobre było anchois (choć tu trzeba już lubić tego rodzaju przysmaki). Na wstępie zostaliśmy uraczeni pomidorowym chlebem hiszpańskim, który ujmuje swoją prostotą i smakiem.

Z barów tapas mogę Wam w 100% polecić bar 100 Montaditosus, gdzie spokojnie można się najeść wcale nie najmniejszymi tapasikami w towarzystwie pseudo sangrii „Latino” (to był mój hit napojowy dnia pierwszego, do momentu gdy nie spróbowałam sangrii z owocami).

1424457669319

1424457696500

1424457767331

1424457721318

1424456816502

1424456798943

 

Jeśli jesteście w Barcelonie musicie spróbować Paelli. Jest to danie z ryżem/ makaronem z dodatkiem mięsa, owoców morza, warzyw i szafranu. Prawie się na nią rzuciłam. Naszą Paellę jedliśmy przy Porcie Olimpijskim, w restauracji Barnabier. Wcześniej, w domu sama przyrządzałam ten przysmak, ale po spróbowaniu tutejszego, boję się, że już nic nigdy nie będzie tak samo;).

1424455451470

1424455671701

1424455613546

1424455587234

1424455525427

Oprócz tego wszystkiego co już Wam opisałam, moje serce skradły oliwki, które jadłam w odosobnieniu (moi towarzysze za nimi nie przepadali)  w ilościach sporych;). Zresztą zamiłowanie to spowodowało, że przywiozłam je do Polski. Hitem jest też dla mnie Chorrizo, które parę razy kupowane w Polsce ni jak ma się do tego prawdziwego, tutejszego. Polecam każdemu. Z ciekawostek- w marketach ciężko było dostać normalną, zwykłą czarną herbatę. Tubylcy lubują się tu w kawie, która jest w lokalach tańsza niż u nas. Z wyjazdu warto przywieść oliwę z oliwek, która smakuje naprawdę inaczej niż nasza na półkach sklepowych. Jeśli używacie szafranu, w niego też polecam się zaopatrzyć, to szafranowy kraj, z niższą ceną za ten produkt niż w Polsce.

1424455381811

Relację z tej cudownej podróży do Barcelony napisałam dla Was na świeżo, by pamiętać jeszcze smak i zapach potraw. Teraz zabieram się za krok kolejny, o wiele trudniejszy, ale sprawiający dużo fajady, czyli odtworzenie tych smaków, których zakosztowałam. Trzymajcie kciuki!

P.S Oczywiście będąc w Barcelonie oprócz kulinariów, zwiedzałam ile tylko mogłam. Zastanawiałam się nawet czy nie wpleść w relację atrakcji turystycznych, ale to już za duży misz masz;). Poniosło nas też na pchli targ, na którym wyhaczyłam takie cudeńko:

1424455273998

1424455775776

 

Jedno jest pewne! Raz na Barcelonę to za mało ;) Trzeba mi będzie tu kiedyś wrócić !

1424456764979

1424456880308

1424456861795

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>